Mój ojciec miał szczęście. Aresztowano go na początku kwietnia 1946 i wywieziono do Wronek, a słynny „Sędzia Śmierć” Włodzimierz Ostapowicz* zaczął „urzędować” w okolicy od lipca…

Młodszy kolega mojego taty tyle szczęścia nie miał. Aresztowano go w czerwcu. Został skazany na śmierć w trybie doraźnym i rozstrzelany. W sierpniu już nie żył – miał niespełna 18 lat…

Kiedy otwarto archiwa, na początku lat dziewięćdziesiątych, Senior  poszedł do IPN-u i zajrzał do swojej teczki.

Minęło pół wieku… dowiedział się komu zawdzięcza lata więzienia we Wronkach.
Znalazł w teczce dokumenty sądowe, wyrok skazujący, a także wcześniejsze donosy i wniosek, podpisany przez osobę, którą zawsze mieliśmy za „przyjaciela rodziny”.

„Na podstawie wyczerpujących dowodów” ów przyjaciel stwierdził, że mój ojciec nie rokuje żadnej nadziei na „poprawę”, jest nieprzejednanym wrogiem nowego, jedynie słusznego ustroju i w związku z tym  „niniejszym wnioskuje się o odosobnienie w trybie natychmiastowym w ośrodku o zaostrzonym rygorze”.

Aleksander I.  był zapraszany na różne rodzinne uroczystości, na imieniny, na moją Pierwszą Komunię… W ciężkich czasach stanu wojennego przyjeżdżał po wałówkę (N.B. darmową).

Ojciec długo się zastanawiał, jak postąpić…

Doszedł do wniosku, że „przyjacielowi” jest po prostu głupio…
Wstyd mu tego, co zrobił i dlatego przestał się odzywać, przestał przyjeżdżać, kiedy dowiedział się że IPN udostępnił dokumenty… i że wszystko wyjdzie na jaw.

Senior postanowił uczynić pierwszy krok… Kupił dobry koniak i poszedł do „kolegi”.

Wyobrażał sobie jak będzie wyglądało to spotkanie:

Usiądą, wypiją razem po kieliszku koniaku, szczerze porozmawiają. Wyjaśnią sobie wszystkie trudne sprawy…

Przecież to były okropne czasy… Kto wie, dlaczego „Olek” tak się zachował, co go zmusiło…

Tymczasem, kiedy mój Ojciec powiedział:

„Byłem w IPN-ie. Widziałem moją teczkę…”

Nastąpiła reakcja… lecz zupełnie inna niż się spodziewał.

Nie padło słowo „przepraszam”…
Nie padło słowo „przykro mi”…
Nie padły nawet ogólnikowe słowa w rodzaju: „takie były czasy…”

Jedyną odpowiedzią Aleksandra I. była  postawa cynicznej pogardy, buty  i wyniosłości…

Wówczas  Ojciec zamaszyście postawił koniak na stole, ze słowami:

„Wiesz co, Olek… 
Przyszedłem, żeby ci podziękować za wszystko, co dla mnie w życiu zrobiłeś…” 

…i tu  wyciągnął z hukiem kopię rzeczonego pisma…

 „A zwłaszcza za to!  Bo widzisz…  gdyby mnie nie katowali, gdyby nie Wronki, to kto wie, może uwierzyłbym w te kłamstwa… i stałbym się takim samym    sk*synem i świnią jak ty!!!”

Zostawił koniak na stole,  trzasnął drzwiami – i wyszedł. Na tym się skończyła „wieloletnia przyjaźń”.

W naiwności swojej, ojciec nawet się nie domyślał, że „przyjacielskie” wizyty były dla Aleksandra I. podróżami służbowymi, za które pobierał sowite wynagrodzenie…

Cóż… Taka praca.

Niedawno zapytałam mojego Ojca, co czuje do tego człowieka. Senior wzruszył ramionami. Odpowiedział, że już nic.
Owszem, czuł złość i gniew. W tym momencie, kiedy stanął twarzą w twarz z hipokrytą, który latami udawał przyjaźń, a okazało się, że to donosiciel, który wsadził go do więzienia…  nie okazał krztyny skruchy… czy choćby zmieszania… a jedynie wzgardę… Ale teraz, już nie czuje nic… ani żalu, ani pretensji, żadnej chęci odwetu. Politowanie… nic więcej.

Ojciec powiedział tylko tyle:

„Ja mam 90 lat! On – niewiele mniej. 
Bóg  będzie sądził i jego i mnie!”

Co ja czuję?

„Zbrodnię można przebaczyć, 

ale nie wolno jej zapomnieć”.

 

Nie jest mi trudno przebaczyć. Wśród osiemnasto- dwudziestolatków, których Aleksander I., członek Brygady Ponomarienki, posłał na śmierć razem z sędzią Ostapowiczem, mojego ojca nie było… Przebaczyłam – ale nie zapomnę.

I tyle mam do powiedzenia tym wszystkim, którzy podnosili alarm, że rządy Prezydenta Andrzeja Dudy i nowego Sejmu będą rządami „absurdu i szczujni”,  przyniosą jakieś klęski i katastrofalne zagrożenia.

Stało się wam coś przez te wszystkie lata?

Nazywacie nas „żałosnymi frustratami”. Może tak naprawdę, to nie my jesteśmy frustratami?

Nie zaszkodziłoby się przyznać i wreszcie przeprosić.
Powiedzieć: tak, to prawda. Źle zrobiliśmy… Albo: tak, to prawda. Nasi rodzice (czy dziadkowie) dopuścili się niegodziwości.

A nie… iść w zaparte…

** Brygada Ponomarienki

Memorandum Pantelejmona Ponomarienki z 20 stycznia 1943 „O zachowaniu się Polaków i niektórych naszych zadaniach”:

„Polacy strasznie boją się, że w rezultacie klęski Niemiec w Polsce ustanowiona będzie władza sowiecka i kraj wejdzie w skład ZSRR. (…) W interesie naszego państwa musimy podjąć pewne konieczne kroki. W Polsce koniecznie trzeba rozpalić wojnę partyzancką. (…)  W związku z powyższym uważam za stosowne:

1. Wykorzystać antyniemieckie nastroje ludności polskiej na terytorium Polski i rozwinąć tam wojnę partyzancką.

2. Wysłać na wiosnę 80 do 90 starannie przygotowanych i przeszkolonych agentów, którzy władają biegle językiem polskim i posiadają kontakty wśród ludności polskiej, w celu rozwinięcia walki partyzanckiej przeciwko Niemcom. Mamy odpowiednich ludzi wśród członków Komunistycznej Partii Polski, Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i Ukrainy.”

Aleksander I. należał zatem do grupy owych „odpowiednich ludzi”, „starannie przygotowanych i przeszkolonych agentów”. Czy on w ogóle kiedykolwiek zauważy, że dopuścił się niegodziwości?

 

*Włodzimierz Ostapowicz – „Sędzia Śmierć”

Jeśli chodzi o liczbę wydanych (i wykonanych) wyroków śmierci, jest prawdopodobnie rekordzistą w historii Polski.

W latach 1944 – 1956 wykonano około 5 tys. wyroków śmierci, a wyroki takie wydawało mniej więcej 300 sędziów.

Na jednego sędziego przypadało średnio 16,66 wyroków śmierci. Sędzia Ostapowicz wydał przeszło dwieście takich wyroków, z czego 174 wykonano. Przekroczył „normę” ponad 12 razy.  1200 procent normy…

Spoczywa na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu.

W Alei Zasłużonych. 

Jego „zasługi”?
Oto jedna z nich…  Marian Piekarski, lat 18. Skazany na śmierć przez Ostapowicza.

Miejsce pochówku pozostaje nieznane do dziś…

…Być może należy do niego któryś ze szkieletów znalezionych podczas ekshumacji w białostockim areszcie.

Jak wyglądał „sędzia śmierć”?

Nie wolno pokazywać jego wizerunku, ani innych „zasłużonych”. Jest to sprzeczne z prawem:

Źródło: Gazeta Wyborcza

Niemniej jednak… gdyby ktoś był bardzo dociekliwy, znajdzie TWARZE BEZPIEKI

Nikt nie chce się mścić. My tylko chcemy prawdy.

Przebaczymy, ale… dajcie nam szansę! Najpierw się przyznajcie. I przeproście.

Jeśli tego nie zrobicie, to się nie dziwcie, że ktoś buczy na wasz widok. Albo na pogrzebie.

 

Polecam rosyjski film dokumentalny pt. „Baba Wiera” w reżyserii Ljubow Apraksiny i Aleksandra Albowa.

To historia kobiety, która w dzieciństwie przyjaźniła się z dziećmi carskiej rodziny Romanowów.  W Związku Sowieckim doświadczyła wszystkiego, czego mogła doświadczyć osoba z TAKIM pochodzeniem.

Posłuchajcie, co babcia Wiera mówi na samym końcu filmu o ludziach, którzy sprawili, że musiała tak wiele w życiu wycierpieć.

W roku 2003 obraz ten otrzymał I nagrodę na Festiwalu Filmowym w Niepokalanowie, a także nagrodę Signis Polska.